Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...
Kategorie: Wszystkie | Pan Pomidor | ciasta | ciasteczka | konkretnie | mała rzecz a cieszy | na słodko | ogólnie | polecam | przyprawy | sałatki | sosy | torty | zupy
RSS

mała rzecz a cieszy

niedziela, 06 stycznia 2013

Dzisiaj cofam się w czasie i przywołuję smaki z dzieciństwa. Pamiętam niedziele obiady, na których królował domowy rosół, a dodatkiem koniecznym był makaron. Ale nie kupny, tylko ten, który mama dzień wcześniej zagniatała dłońmi na wielkiej drewnianej stolnicy, a potem małą ręczną maszynką rozwałkowane cieniutko ciasto zamieniała w nitki do rosołu. Następnie gotowy makaron suszył się porozkładany na płóciennych, specjalnie tylko do tego przeznaczonych serwetach, by ostatecznie wylądować we wrzątku, a potem na naszych talerzach.

Dziś ugniatam ciasto ręcznie, przywołując te wspomnienia, ale przyznaję się bez bicia, że jeśli chodzi o cieniutkie wałkowanie wspomagam się maszynką do makaronu i uważam, że to wspaniały kuchenny pomocnik. Dzisiejsze maszynki są różnorodne i dzięki nim można spełniać przeróżne makaronowe fantazje

 

Ciasto:

w zależności jaka ilośc makaronu będzie mi potrzebna zwiększam porcję, trzymając się reguły, że na 100g mąki przypada 1 jajko i 1 łyżeczka oleju.

Składniki łączę ze sobą zagniatając je i odstawiam na 20 minut zawinięte szczelnie np. w folię spożywczą. Po tym czasie przy pomocy maszynki do makaromu porcjami rozwałkowuję je, a następnie wybieram rodzaj makaronu, jaki potrzebuję i przy pomocy maszynki nadaję mu pożądany kształt.

 

Gotuję go od razu, w osolonym wrzątku z dodatkiem oleju, lub suszę i przechowuję w papierowych torbach i wykorzystuję kiedy zajdzie taka potrzeba.

 

Bardzo polecam robienie makaronu. Nie zajmuje to aż tak dużo czasu, zwłaszcza jeśli posiadamy maszynkę, i co najważniejsze wiemy dokładnie co jemy.

I ten smak - połączenie domowego makaronu z domowym rosołem, który "pyrkał" bardzo powoli gotując się, i nabierając klarownej barwy -  duet trafiony, jak żaden inny...

 

 

środa, 22 sierpnia 2012

Nigdy nie przepadałam za tradycyjnymi, smażonymi plackami ziemniaczanymi. W domu każdy rozpływał się w ich smaku, a ja zawsze omijałam to danie szerokim łukiem.

Wszystko zmieniło się w dniu, w którym pierwszy raz wymyśliłam sobie, że może by taką ziemniaczaną masę czymś wzbogacić, i zamiast smażyć, upiec to w piekarniku.

Jak pomyślałam, tak tez zrobiłam. Efekty poniżej.

 

Składniki:

 

- 4 średnie ziemniaki

- pół czerwonej papryki

- pół żółtej papryki

- pół cebuli (może być czerwona, wtedy doznania wzrokowe będą większe)

- 1 średnia marchew

- 2 ząbki czosnku

- 2 łyżki startego żółtego sera

- 2 łyżki siekanej natki pietruszki

- 2 łyżki siekanego szczypiorku

- 1 jajko

- sól, pieprz

 

 

Ziemniaki i marchewkę obieramy, i trzemy na tarce o grubych oczkach. To samo robimy z cebulą. Papryki oczyszczamy, i kroimy w paseczki. Czosnek wyciskamy przez praskę, lub drobno siekamy.Wszystko mieszamy razem, dodajemy natkę, szczypiorek, starty żólty ser oraz jajko. Nie dodaję do tej masy w ogóle mąki, nie jest to potrzebne. Na koniec doprawiamy wszystko solą i pieprzem do smaku. Piekarnik nastawiam na 200 stopnii, termoobieg. Blaszkę wykładam papierem do pieczenia, smaruję papier odrobiną oleju i dopiero na to nakładam porcje masy, formując zgrabne placuszki. Z tej porcji wyjdzie ok. 10 placuszków. Zależy jak kto rozkłada. Placki piekę ok. 20 minut, tak by się przyrumieniły.

 

 

Placuszki podaję w następujący sposób:

układam je na przemian z plasterkami pomidora i polewam sosem czosnkowym.

 

 

 

Smacznie pozdrawiam :)

 

niedziela, 11 grudnia 2011

Czasem zdarzają się dni, kiedy chciałabym zrobić kulinarnie coś tylko dla siebie. Moje kucharzenie opiera się głównie na sprawianiu przyjemności innym bo uważam, że tylko w ten sposób mam szansę przygotować na prawdę pysze jedzonko i najważniejsze - rzeczy mają sens a w tym też gotowanie, tylko wtedy, kiedy robi się je z myślą o innych. Kiedy jednak zostaję sama i nachodzi mnie ochota na małe "kulinarne" grzeszki, przygotowuję sobie tą małą przekąskę. Zajadając ją zamykam oczy i odpływam daleko w śródziemnomorskie krainy...

Wymyśliłam je przypadkiem, kiedy razu pewnego będąc na zakupach zauważyłam ser z pomidorami i bazylią. Nie będę podawała nazwy producenta, bo nie chcę robić reklamy a wiem, że zainteresowane osoby będą wiedziały pewnie o co mi chodzi :)

 

Zapraszam więc w podróż pełną aromatów i doznań smakowych!

 

Co będzie potrzebne?

- chwila wolnego czasu :)

- chęć na relaks :)

- pół opakowania sera feta z pomidorami i bazylią

- czarne oliwki (tyle sztuk ile jest kosteczek sera)

- suszone pomidory (używam zawsze tych własnej roboty)

- wykałaczki

- pół jabłka

- liście sałaty

Na talerzu układam liście sałaty a na niej połowę jabłka. Wyjmuję kostki sera i nadziewam na wykałaczki. Każdą wykałaczkę wbijam w jabłko, jedna przy drugiej, tak by całą połówkę zapełnić koreczkami. Kiedy już zakończę nabijanie sera to zabieram się za odsączenie pomidorów z zalewy. Te moje, własnej roboty mam mniej więcej tej samej wielkości i u mnie na jednego szaszłyczka idzie jeden pomidorek. Wszystko tak na prawdę zależy od tego co kto lubi. Ja suszonych pomidorów nie żałuję bo je uwielbiam. Kolejno nabijam pomidory na szaszłyki z serem. Całości dopełniają u mnie czarne oliwki. Po jednej na każdy koreczek.

szaszłyk

Szybko i jak dla mnie niebo w gębie. Wychodzi taki fajny jeżyk, który będzie jednocześnie ozdobą stołu. Ach, jak ja uwielbiam ten słodkawy smak pomidorów połączony z bazyliową nutą sera... A oliwki to staranne wykonczenie dla tych smaków.

jeżyk

jeżyk2

 

Latem robię troszkę inną wersję: ser łączę ze świeżymi pomidorami i oliwkami lub świeżym ogórkiem. To super przekąska, w sam raz do grilla.

Na prawdę polecam i życzę smacznego! 

 

czwartek, 08 grudnia 2011

"W kociołkach bigos grzano. W słowach wydać trudno. Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną (...)"

Tak Mickiewicz opisuje w "Panu Tadeuszu" bigos. Każdy chyba przyzna, że w kuchni polskiej zajmuje on miejsce honorowe, uznawany jest za danie typowo polskie. Dziś i ja robiłam tą potrawę. Zawsze robię go szybciej bo bigos, który się "przegryzie" jest najlepszy. Ja swój mrożę, podzielony na porcje.

Ten wpis jednak będzie dedykowany czemuś innemu. I jak w tytule dziś podziele się przepisem na zakwas. Lubię buraki pod różną postacią ale barszcz jadam tylko taki na zakwasie. Dla mnie właśnie ta zupa jest symbolem kuchni polskiej, symbolem tradycji no i kiedy co roku, w grudniu nastawiam zakwas to już na 100% wiem, że święta zbliżają się nieubłaganie. W domu barszczu musi być dużo, musi bo ja całe święta żyję tylko właśnie tą potrawą. Wszyscy zajadają się masą różnych innych dań i ciast a ja pochłaniam hurtowo barszcz na zakwasie. Normalnie też nie przepadam za pikantnymi potrawami ale wigilijny barszcz pikantny być musi i tylko taki mi smakuje najbardziej :)

Ale do rzeczy i do działania!

Składniki na zakwas

- buraki (o ilości nie piszę, bo zależy ona od wielkości naczynia w jakim ów zakwas będzie nastawiony)

- woda (przegotowana)

- czosnek ( ja daję dużo czosnku, bo lubię więc na moja glinianą beczułkę idzie tak ze 2 główki)

- odrobina soli

- piętka lub skórka z chleba na zakwasie ( jako, że ja sama piekę chleb na zakwasie to wkładam zawsze go do nastawionego buracznego zakwasu)

 

Buraki obieram, kroję na części. Nie robię tego jakoś tak specjalnie starannie, ot jak jest duży burak to kroję w cząstki a jak mniejszy to na pół. Płukam i układam w glinianej beczułce (słoik też może być). Buraki przekładam czosnkiem, który też jeśli ma duże ząbki przekrajam na pół. Tych buraków to jest zawsze więcej niż pół w tej beczułce. Wodę solę szczyptą soli i zalewam nimi buraki, daję jej tyle by buraki i czosnek były zakryte. Wkładam chleb i odstawiam wszystko na 10 dni. Naczynie z zakwasem przykrywam gazą. U mnie w domu zawsze zakwas stoi 10 dni. Niektórzy mówią, że można trzymać krócej, nie zaprzeczam ale ja robię tak, jak mnie nauczono w domu rodzinnym.

zakwas

 

Jeśli chodzi o chleb dodany do zakwasu to trzeba uważać by nie zaczął pleśnieć. Najlepiej sprawdzać sobie co 2-3 dni jak wygląda i w razie czego zwyczajnie zabrać. Ja dodaję chleb na czystym tylko zakwasie, bez żadnych drożdży i jest ok ale zdarzyło mi się, że kiedy wkładałam kawałek kupionego chleba to pleśniał, więc radzę pilnować.

zakwas z chlebem

Uwielbiam kolor i zapach gotowego już zakwasu, na mnie robi za każdym razem ogromne wrażenie :)

Zawsze robię więcej zakwasu, co zresztą widać na zdjęciach, bo rozdaję znajomym. Jeśli zdarzy się tak, że coś mi mimo wszystko zostanie to przechowuję w słoiku, w lodówce.

Pozdrawiam :)