Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...

na słodko

niedziela, 04 grudnia 2011

"W czasie deszczu dzieci sie nudzą (...)" - którz nie zna słów tej piosenki?

Nie to, żebym ja się dziś nudziła ale padało i miałam przerwę w czasie przygotowywania obiadu. Czekałam, aż ziemniaki na kluski śląskie ostygną więc usiadłam sobie z filiżnaką czerwonej herbaty i zbarałam się za dawno nie odwiedzaną lekturę - KUCHNIA POLSKA. Wydanie z 1959 roku, praca zbiorowa pod redakcją dr Stanisława Bergera.

Wyniosłam tą książkę z domu rodzinnego cichaczem, pod jakimś pretekstem i mama chyba zapomniała już o niej.

To książka mojej babci. Zaczęłam przeglądać i czytać te mocno pożółkłe kartki, widać wyraźnie po plamach jak wiele razy była ona używana w kuchni. Najbardziej uderza mnie zawsze w tej książce zapach jej kartek. Uwielbiam czytać i ubóstwiam zapach książek, tych nowych, świeżo zakupionych ale też i tych starych, dotykanych setki razy.

Wędrując po przepisach przystanęłam na kategorii CIASTA UCIERANE. Pierwszą z tego mini działu jest babka ucierana na proszku.

Przypomniało mi się jak jako mała dziewczynka pomagałam przy pieczeniu ciast. Moja babcia ucierała ciasta tylko i wyłącznie ręcznie, w makutrze. Nie chciała używać udogodnień, które już w późniejszych, moich czasach przecież były a mi się to bardzo podobało. Pamiętam, Ona ucierała a ja mogłam tylko zgarniać ze ścianek maktury ciasto bo przecież jeszcze nie dorosłam do tych ważnych i wyczerpującuch czynności głównych. Ile ja się naczekałam nim babcia uznała, że już mogę sama zrobić wszystko od początku do końca. Pierwsze własnoręcznie utarte ciasto... Najpierw spienienie masła, potem dodawanie kolejnych składników i ucieranie, ucieranie a ciasto powoli nabiera koloru, zapachu, wyglądu, robi się gładkie i lśniące, zaczyna pięknie oddychać, tworzą się pecherzyki, które pękają i wiadomo, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ach to były czasy :) Dziś wszystko robi się szybko i wygodnie. Zaczęłam się zastanawiać czy makutra jest jeszcze w domu, musze to sprawdzić i przyznam się, że bardzo chętnie zabrałabym ją do siebie, jeśli mi tylko mama pozwoli.

Kiedy tak wspominałam te moje pierwsze kroki, pomyślałam sobie, że dziś pobawię się w taką manualną od początku do końca pracę i utrę tę babkę ręcznie (pianę też ubiłam ręcznie). Złapałam więc miskę (niestety nie jest to makutra), drewnianą pałkę i uruchomiłam swój zapał do pracy.

 

Babka ucierana na proszku:

- 20 dkg maki pszennej

- 5 dkg mąki ziemniaczanej

- 15 dkg masła

- 15 dkg cukru w mączce (tak jest w przepisie, chodzi oczywiście o cukier puder)

- olejek migdałowy (ja nie miałam więc dałam cytrynowy)

- skórka otarta z jednej cytryny i sok wyciśnięty z tej cytryny

- 4 duże jaja

- cukier waniliowy (dałam całe opakowanie)

- 1/2 paczki proszku do pieczenia

Obie mąki łączymy z proszkiem i przesiewamy. Masło ucieramy na pulchną, białą masę i dodajemy kolejno żółtka, stopniowo przesiany cukier puder, cukier waniliowy, startą skórkę z cytryny, olejek migdałowy i sok z cytryny. Ucieramy wszystko razem starannie. Ubiajmy pianę z białek i dodajemy do ciasta przesypując ją mąką z proszkiem i bardzo delikatnie mieszając. Formę smarujemy masłem i wysypujemy mąką, przekładamy ciasto i wstawiamy do pierkarnika. U mnie w termoobiegu jest to 170 stopnii i 40 minut.

ucieranie

mieszanie ciasta z pianą z białek

Babka wyszła super cytrynowa, lekka i bardzo puszysta. Przynam, bałam się, iż to, że zrezygnowałam z miksera mnie pogrąży dlatego radość była wielka kiedy ujrzałam efekt. Oblałam ja polewą czekoladową własnej roboty i właśnie chwilę temu pokroiłam :)

Smacznego!

 babka ucierana

sobota, 03 grudnia 2011

Oskar Pischinger to wiedeński cukiernik, który wymyślił torcik z wafli w drugiej połowie XIX wieku.

W moim domu rodzinnym robiło się pischingera często i zawsze w atmosferze wielkiego oczekiwania na efekt końcowy czyli na konsumpcję :) Mama w sobotę rano nastawiała mleko z cukrem, które gotowało sie i gotowało dla nas dzieci w nieskończoność. Potem przekładanie wafli i oczekiwanie na ostygnięcie masy pod ciężarem -  to trwało chyba jeszcze dłużej w naszym przekonaniu i kiedy wreszcie można było się dorwać i pokroić to cudo byliśmy przeszczęśliwi.

Ja po tylu latach zajadania się tym waflem przyznaję, że dziś jest on dla mnie zdecydowanie za słodki. Mój mąż jednak uwielbia chrupać pischingera więc robię go zawsze na Jego życzenie.

W sieci przepisów na tą słodycz jest mnóstwo. Ja nie zważając na to chciałabym jednak podzielić się swoją wersją i spostrzeżeniami, jakie wysnuły mi się w ciągu tych wszystkich "razów" przygotowywania pischingera.

 

Co jest potrzebne do wafla?

- 1 litr mleka (zawsze używam mleka 3,2%)

- 1 kg cukru

- 2 opakowania wafli (mogą być okrągłe, mogą też być kwadratowe, jak kto woli)

To składniki, które używała moja mama. Ja jednak, jak zaznazyłam wyżej robię pischingera "pod" smak męża więc dodaję jeszcze:

- 2-3 łyżki kakao (jego ilość zależy tak na prawdę od jakości kakao)

- pół kostki masła (nie margaryny!!!)

Mleko i cukier mieszam i nastawiam w garnku na małym ogniu by się gotowało. Zawsze biorę dużo większy garnek bo kiedy stawiałam pierwsze kroki z pischingerem masa lubiała mi wykipieć. Teraz już się to nie zdarza ale przyzwyczajenie pozostało. Masę gotuje się długo, nie potrafię wskazać dokładnie czasu bo ja nastawiam ją i zajmuję się np. sprzątaniem, od czasu do czasu tylko sprawdzam jej stan i przemieszam. Nauczyłam się rozpoznawać jej gotowośc do dalszej obróbki po zapachu i kolorze. Jest też taki sposób by nabrać troszkę masy na łyżeczkę i wylać ja na folię lub papier do pieczenia i jeśli masa szybko zastygnie oznacza to, iż jest już gotowa.

Tak wygląda gotowa masa z mleka i cukru:

gotowa masa

W gotowej masie, powoli ręcznie mieszając, rozpuszczam masło. Masło sprawi, że masa będzie gładka i lśniąca. Nabierze jak ja to mówię ogłady i stanie się jak jedwab delikatna. Po rozpuszczeniu masła dodaję kakao, trzeba je szybko mieszać by nie powstały grudki. Ja robię to też ręcznie ale można się wspomóc mikserem jeśli ktoś bardzo będzie chciał. Teraz pozostaje już tylko przełożyć wafle jeden po drugim. Robię to starannie, tak by brzegi nie zostały suche, tylko cała powierzchnia była pokryta masą. Gdy położę już ostatniego wafla owijam torcik papierem do pieczenia, wkładam między dwie deski(takie duże do krojenie warzyw czy mięsa), i na wierzchnią deskę kładę odważnik. Ja mam akurat taki, który waży 10 kg ale w każdym domu można znaleść coś cięzkiego, czym dociśniemy pischingera. Powinien swoje odstać, masa ma ostygnąć i dobrze połączyć się z waflami. U mnie nigdy nie trwa to jednak zbyt długo bo mąż szybko chce się zabrać za krojenie i konsumpcję.

Smacznego!

gotowy pischinger

 

10:48, czarodziejkasmakow , na słodko
Link Komentarze (1) »