Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...
sobota, 03 grudnia 2011

Oskar Pischinger to wiedeński cukiernik, który wymyślił torcik z wafli w drugiej połowie XIX wieku.

W moim domu rodzinnym robiło się pischingera często i zawsze w atmosferze wielkiego oczekiwania na efekt końcowy czyli na konsumpcję :) Mama w sobotę rano nastawiała mleko z cukrem, które gotowało sie i gotowało dla nas dzieci w nieskończoność. Potem przekładanie wafli i oczekiwanie na ostygnięcie masy pod ciężarem -  to trwało chyba jeszcze dłużej w naszym przekonaniu i kiedy wreszcie można było się dorwać i pokroić to cudo byliśmy przeszczęśliwi.

Ja po tylu latach zajadania się tym waflem przyznaję, że dziś jest on dla mnie zdecydowanie za słodki. Mój mąż jednak uwielbia chrupać pischingera więc robię go zawsze na Jego życzenie.

W sieci przepisów na tą słodycz jest mnóstwo. Ja nie zważając na to chciałabym jednak podzielić się swoją wersją i spostrzeżeniami, jakie wysnuły mi się w ciągu tych wszystkich "razów" przygotowywania pischingera.

 

Co jest potrzebne do wafla?

- 1 litr mleka (zawsze używam mleka 3,2%)

- 1 kg cukru

- 2 opakowania wafli (mogą być okrągłe, mogą też być kwadratowe, jak kto woli)

To składniki, które używała moja mama. Ja jednak, jak zaznazyłam wyżej robię pischingera "pod" smak męża więc dodaję jeszcze:

- 2-3 łyżki kakao (jego ilość zależy tak na prawdę od jakości kakao)

- pół kostki masła (nie margaryny!!!)

Mleko i cukier mieszam i nastawiam w garnku na małym ogniu by się gotowało. Zawsze biorę dużo większy garnek bo kiedy stawiałam pierwsze kroki z pischingerem masa lubiała mi wykipieć. Teraz już się to nie zdarza ale przyzwyczajenie pozostało. Masę gotuje się długo, nie potrafię wskazać dokładnie czasu bo ja nastawiam ją i zajmuję się np. sprzątaniem, od czasu do czasu tylko sprawdzam jej stan i przemieszam. Nauczyłam się rozpoznawać jej gotowośc do dalszej obróbki po zapachu i kolorze. Jest też taki sposób by nabrać troszkę masy na łyżeczkę i wylać ja na folię lub papier do pieczenia i jeśli masa szybko zastygnie oznacza to, iż jest już gotowa.

Tak wygląda gotowa masa z mleka i cukru:

gotowa masa

W gotowej masie, powoli ręcznie mieszając, rozpuszczam masło. Masło sprawi, że masa będzie gładka i lśniąca. Nabierze jak ja to mówię ogłady i stanie się jak jedwab delikatna. Po rozpuszczeniu masła dodaję kakao, trzeba je szybko mieszać by nie powstały grudki. Ja robię to też ręcznie ale można się wspomóc mikserem jeśli ktoś bardzo będzie chciał. Teraz pozostaje już tylko przełożyć wafle jeden po drugim. Robię to starannie, tak by brzegi nie zostały suche, tylko cała powierzchnia była pokryta masą. Gdy położę już ostatniego wafla owijam torcik papierem do pieczenia, wkładam między dwie deski(takie duże do krojenie warzyw czy mięsa), i na wierzchnią deskę kładę odważnik. Ja mam akurat taki, który waży 10 kg ale w każdym domu można znaleść coś cięzkiego, czym dociśniemy pischingera. Powinien swoje odstać, masa ma ostygnąć i dobrze połączyć się z waflami. U mnie nigdy nie trwa to jednak zbyt długo bo mąż szybko chce się zabrać za krojenie i konsumpcję.

Smacznego!

gotowy pischinger

 

10:48, czarodziejkasmakow , na słodko
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 grudnia 2011

Czym dla mnie jest kuchnia?

To serce domu, bez tego miejsca nie było by nic.

To wizytówka, przynajmniej moja.

To także moje królestwo i miejsce gdzie rodzą się zapachy i smaki, które najpierw ubrane w myśli znajdują swój ostateczny kształt i wyraz na talerzu.

Moja babcia mawiała często, że kiedy kuchnia lśni nienaganną czystością znaczy to, iż mało się jej używa. Jako dziecko, kiedy tego słuchałam, kręciłam głową bo przecież porządek w domu to ważna rzecz a porządek w kuchni to priorytet...

Dziś już  na szczęscie wiem co miała na myśli :)

W mojej kuchni spędzam sporo czasu bo chcę, bo lubię, dlatego, że to daje mi największą satysfakcję...

Powodów jest mnóstwo ale jest jeden główny - kiedy zaczynam gotować czy piec świat staje się bajką, wkraczam w obszar magii i nieskończonej niezwykłości, poznaję nowe miejsca a potem mogę to wszystko ofiarować tym, którzy próbują tych dań.

Bo z każdego, nawet najbardziej pospolitego smaku można zrobić ucztę jaka się nikomu wcześniej nie śniła...

14:42, czarodziejkasmakow , ogólnie
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4