Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...
poniedziałek, 07 maja 2012

Myślę, że w każdym domu znajduje się przepis na pizzę.

Każdy robi inaczej, według innego sposobu i według własnego uznania. Ja posiadam kilka przepisów na ten włoski specjał, a dziś chciałam się podzielić jednym z nich.

 

Zawsze zaczynam do ciasta:

- 30 dkg mąki

- ok. 1/2 szklanki letniej (nie gorącej!) wody (to ile użyjemy wody zależy od rodzaju mąki, jaki wykorzystamy w przepisie)

- niecała łyżeczka soli

- 2 łyżki dobrej oliwy

- 15 g świeżych drożdży

 

Mąkę przesiewam do miski, robię w niej dołek i zostawiam na kilka chwil. W tym czasie drożdże mieszam z częścią letniej wody i czekam, aż zaczną "pracować". Kiedy drożdże pięknie się pienią wlewam do mąki, dosypuję sól i powoli zganiatam dolewając partiami resztę wody. Ciasto ma być miękkie i puszyste. Na końcu dodaję oliwę i zagniatam. Przykrywam ciasto ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia.

 

Kiedy ciasto wyrasta, to zabieram się za przygotowanie sosu pomidorowego. Sos to ważna sprawa, smaruję nim ciasto przed wyłożeniem reszty składników, dzięki temu też nie potrzebne jest "doprawianie" pizzy ketchupem. Ponoć prawdziwy Włoch jest gotów sie obrazić, jeśli zaproponuje się mu ketchup do pizzy. Nie wiem czy to prawda.

Składniki na sos:

- 1 duży mięsisty pomidor lub 2 mniejsze

- pół drobno posiekanej cebulki

- 2 ząbki posiekanego czosnku

- zioła: bazylia, oregano

- zmielone suszone pomidory

- sól i pieprz do smaku

- łyżeczka oleju

 

Na oleju lekko podsmażam cebulę i czosnek, pilnując by się nie przypaliło. Dodaję zawsze do tego sosu pomidorowego olej, w którym, w słoiku mieszkają moje szuszone pomidory, ponieważ uważam, że ma on wspaniały aromat. Wrzucam pokrojonego w kostkę pomidora i na małym ogniu duszę kilka minut. Jak pomidor się całkiem "rozpadnie", dodaję zioła, sól, pieprz i zmielone suszone pomidory. Duszę wszystko razem, by smaki i aromaty się ze soba połączyły. Potem sos rozcieram robotem ręcznym, by miał jednolitą konsystencję.

 Kiedy ciasto już wyrośnie, dłońmi formuję jego okrągły kształt i smaruję pomidorowym sosem. Na to sypię część startej mozzarelli -  wtedy farsz nie będzie się zsuwał i zaczynam układanie reszty składników pizzy. Ja lubię tradycyjną, z szynka i pieczarkami i dużą ilością sera ale każdy może tu dodać co się tylko zamarzy i zachce :) Na koniec wysypujemy na pizzę resztę sera i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Ja ustawiam 250 stopnii góra - dół (nie termoobieg), i piekę ok 15 minut, aż ser się zarumieni.

 

Polecam, jak ktoś lubi, do pizzy sos czosnkowy. To ten sam, który robiłam do sałatki z kurczakiem.

 

 

Smacznego!

Tagi: Pizza
12:23, czarodziejkasmakow , konkretnie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Powoli zbliża się czas lenistwa, czyli długi Majowy Weekend.

Jak w tym roku ktoś dobrze pomyśli to czeka go kilka ładnych dni laby i czas, by wyjechać z domu gdzieś na dłużej.

Dzisiejszy wpis dedykuję smacznemu miejscu, które miałam okazję poznać będąc nad naszym Bałtykiem we wrześniu. Miejscem tym, jak w tytule, jest Molo Cafe.

Jeśli ktoś z Was znajdzie się czy to w maju, czy też w innym terminie w Ustce to koniecznie musi odwiedzić tą restaurację.

Jedzenie jest pyszne, jak dla mnie porcje nawet za duże :)), a obsługa lokalu bardzo miła i uśmiechnięta. Nim tam weszłam, to nawet stwierdziłam do męża, że lokal wygląda na zewnątrz "spokojnie", ale według mnie to wielka zaleta. Po pierwszym zjedzonym tam obiedzie od razu było oczywiste, że wrócimy tam kolejny raz, co też uczyniliśmy. Ja smakowałam sałatki i zupy, a mąż ryby i oboje byliśmy usatysfakcjonowani.

To, co najbardziej zachwyciło męża, to był tzw. "czekacz", tak wtedy nazwała go wspólnie z mężem Pani Kelnerka. Zanim podała zamówienie dostaliśmy w roli przystawki marchewki z sosem tzatziki, które do dziś często robię w domu.

Wrażenia smakowe z tego miejsca jak najbardziej pozytywne, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się tam coś zjeść :)

 

Polecam wszystkim Molo Cafe i pozdrawiam całą załogę restauracji :)

10:31, czarodziejkasmakow , polecam
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 kwietnia 2012

Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących świąt Wielkanocnych :)

koszyczek

18:35, czarodziejkasmakow
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2012

Całkiem niedawno robiłam na specjalne życzenie tort.

Kiedy byłam dzieckiem, bardzo często towarzyszyłam mamie, kiedy spod jej rąk wychodziły ciasta, ciasteczka ale też i torty. Podziwiałam Jej zaangażownie i sama nie raz myślałam o tym czy kiedyś i mnie uda się zrobić coś na podobieństwo tortu. Piszę, że na podobieństwo, bo wtedy wydawało mi się to mega trudną sztuką. I o ile wszelkie ciasta zaczęłam robić dość szybko, to tortów się bałam. Bałam, ale tylko do pewnego razu, kiedy sama spróbowałam, w ciszy i spokoju, wymodzić swój pierwszy, własnej roboty tort. Udało się :) I jak się okazało, ta sztuka nie jest taka trudna.

Ten, który dziś pokażę jest bardzo prosty. Na taki dostałam jednak "zamówienie", więc podporządkowałam się i zrobiłam. Taka byłam zajęta tym wszystkim, że dopiero przy dekoracji przypomniałam sobie o aparacie i mam tylko uwieczniony efekt końcowy...

Od czego zaczynam? To proste, od biszkoptu. Podstawowy przepis na biszkopt zwiększyłam o połowę, bo chciałam, upiec biszkopt tylko raz i by był wysoki tak, żeby można było podzielić go na 3 części.

Składniki na biszkopt:

 

- 9 jajek

- 1 i 1/2 szkl. mąki

- 1 i 1/2 szkl. cukru ( ja zawsze daję cukru mniej, nie chcę by biszkopt był zbyt słodki )

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

 

Białka oddzielam od żółtek i ubijam z białek, dodając odrobinę soli sztywną pianę. Słyszałam gdzieś, kiedyś, że do każdego ciasta powinno się dodać troszkę soli, bo to wyostrza jego smak po upieczeniu. Kiedy białka są sztywne dodaję po jednym żółtku i powoli ubijam. Potem porcjami wsypuję cukier, ciągle mieszając a na końcu dodaję mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia. Mąkę zawsz przesiwam, nim dodam ją do masy. Wsypuję ją również porcjami i delikatnie mieszam by ciasto nie opadło. Wczesniej nagrzewam piekarnik do temp. 180 stopni w termoobiegu, wylewam ciasto na wysmarowaną masłem i wysypaną maką tortownicę i piekę 40-45 minut. Lubię upiec biszkopt zawsze dzień wcześniej.

Upieczony i wystudzony biszkop nasączam, bo wtedy tort smakuje o niebo lepiej. Jeśli wiem, że nie będą go jadły dzieci to robię mocny napar z herbaty, dodaję sok z cytryny i jakiś alkohol. Z alkoholem to zawsze jest tak, że jego rodzaj zależy od tego jaki to będzie tort. W tym przypadku akurat użyłam samego spirytusu. Ciężko mi jednak podać proprocję bo robiąc taki napar kieruję się jego aromatem. Ma być nie za mocny ale musi być czuć, że jest tam alkohol. Kiedy wiem, że tort będą próbowały dzieci to zamiast alkoholu można dodać jakiś sok albo aromat albo po prostu pominąć ten składnik naparu. Takim naparem nasączam przekrojony na trzy części biszkopt i zostawiam by się porządnie w ciasto wchłonął.

Tort miał być lekko czekoladowy, na prostej masie z kremówki, przełożony owocami. Wybór padł na gruszki i mandarynki.

Ale do rzeczy, czyli do kremu :)

Składniki na krem :

 

- 0,7 l kremówki

- 1,5 tabliczki gorzkiej czekolady

- tzw. "śmietanfix" (odpowiednio do ilości kremówki )

 

Kremówkę ubijam, tak jak podaje to producent na opakowaniu śmietanfixu. Pomijam dodanie cukru pudru, nigdy tegonie robię, ponieważ uważam, że tort nie powinien być byt słodki. Zanim to jednak zrobię, nastawiam kapiel wodną by rozpuścić czekoladę. Zagotowuję wodę, przelewam ją do miseczki a na to nakładam drugą, w której jest podzielona na mniejsze kawałki czekolada. Ważne jest to, by dno miseczki z czekoladą nie dotykało bezpośrednio gorącej wody! Te dwie miseczki stoją sobie spokojnie, od czasu do czasu można przemieszać czekoladę, by równo się rozpuszczała. Nie robię kąpieli wodnej bezpośrednio nad ogniem, bo wtedy czekolada mogłaby być zbyt gorąca albo się przypalić. Kiedy śmietanę mamy ubitą dodajemy do niej powoli czekoladę i mieszamy szybko, by ją równo w kremówce rozprowadzić. Do masy można dodać więcej czekolady, wtedy będzie ona intensywniejsza w smaku. Tak przygotowaną masą przekładamy tort.

Owoce, czyli gruszki i mandarynki, przygotowujemy sobie zawsze wcześniej. Odsączamy je z zalewy, kroimy w mniejsze kawałki, jeśli są to akurat owoce z puszki.

Przekładanie zaczynam od wyłożenia części masy na biszkoptowy krążek, który umieszczam na paterze. Potem wykładam jednen rodzaj owoców i jeszcze troszkę masy i przykrywam drugim krążkiem ciasta. Drugi raz nakładam część masy i na to drugi rodzaj owoców, plus cienką warstwą masa na owoce i przykrywam ostatnim krążkiem ciasta. Lekko dociskam całość dłońmi, obracam paterę i sprawdzam czy wszystko jest równo.

Tutaj zaczyna się osobista wizja, każdego kto składa taki tort. Wykończenie, zależy tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni. Ja uważam, że gruszki lubią migdały, dlatego własnie mój tort był częściowo nimi obsypany. Wczesniej odłożyłam sobie owoce, które pokroiłam by udekorować nimi wierzch tortu. Efekt końcowy na zdjęciu :)

Pozdrawiam smacznie!

13:05, czarodziejkasmakow , torty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2012

Każdy, kto mnie dobrze zna, ten wie jak bardzo lubię warzywa i owoce. Uzupełniam nimi te braki smakowe, do których powstania przyczynia się moja alergia. Bardzo często wymyślam różne sałatki, z różnymi sosami i dodatkami. Ta, którą zrobiłam dziś to jedna z bardziej sycących, co ważne zwłaszcza dla męskich podniebień, bo z mięskiem a konkretnie z grilowanym kurczakiem.

 

Składniki:

- pierś z kurczaka

- mieszanka różnych sałat (tu panuje pełna dowolność, co kto lubi, fajnie kiedy jest kolorowo i różnokształtnie)

- kiełki np. kiełki rzodkiewki

- pomidorki koktajlowe

- ogórek

- cebula

- czosnek

- natka pietruszki

- jogurt naturalny

- musztarda

- majonez

- bagietka

- masło

- mozzarella

- przyprawy

 

Pierś z kurczaka wcześniej obsypuję przyprawami (sól, zioła, nacieram czosnkiem), i wstawiam zawiniętą w folię do lodówki, chociaż na godzinkę, by się mięsko ładnie połączyło z tym aromatem i smakiem przypraw. Potem pierś griluję. Wszystkie rodzaję sałat myję i odstawiam na sitko, by odsączyć wodę, następnie dzielę na mniejsze kawałki i układam na talerz. Zabieram się za zrobienie tostów czosnkowych - bagietke kroję na kanapki, 2 łyżeczki masła ucieram z roztartym, lekko posolonym ząbkiem czosnku i natką pietruszki i smaruję kanapki, na to sypię startą mozzarellę i wkładam do piekarnika by się ser roztopił i zarumienił. Kiedy grzanki się pieką robię sos czosnkowy - 1 łyżeczka majonezu, 1 łyżeczka jogurtu i ok. pół łyżeczki, najlepiej ostrej, musztardy. Ona złamie smak jogurtu i majonezu. Do tego dodaję oczywiście czosnek, i tu zależy ile kto lubi, ale ten jeden spory ząbek musi być :). Pomidorki, ogórka i cebulę kroimy na różnego kształtu części - pomidorki na połówki, ogórki w słupki a cebulę w talarki. Cebulę można użyć zwykłą, czosnkową (ta jest łagodniejsza), lub czerwoną (wniesie kolor w kompozycję). Sałatę polewam odrobiną dobrego oleju. Dla mnie to zawsze rzepakowy, nierafinowany, tłoczony na zimno. Ma specyficzny smak ale ja go lubię. Olej dodaję po to by te witaminy, które są rozpuszczalne w tłuszczach, nasz organizm przyswoił. Co prawda, jest już majonez ale ja zawsze dodaję mojego rzepakowego przyjaciela troszkę. Kiedy pierś się ugriluje a grzanki zezłocą, zaczynamy dopełnić całości. Układamy pomidorki, ogórka i cebulę na sałacie, potem dodajemy pokrojaną pierś z kurczaka i polewamy sosem. Na koniec dekorujemy kiełkami i układamy grzanki na talerzu.

 

Smacznego!

sobota, 17 grudnia 2011

Lubię korzenne zapachy. Co roku więc piekę na święta piernik i pierniczki. Piernik zaczęłam robić już w listopadzie, teraz dojrzewa i kiedy wszystkie moje prace nad nim się zakończą to zaprezentuję go tutaj :)

Dziś chciałabym podzielić się moimi piernikowymi choinkami.

Ciasto na pierniki zagniotłam w nocy, leżakowało w lodówce do rana. Odkąd pamiętam, u mnie w domu pierniki na choince wisieć muszą, te własnej roboty oczywiście. Polane lukrem, ozdabiane przez dzieci jak im tylko się zamarzy... Rok temu dostałam od siostry piernikową choinkę, była piękna, bogato ozdobiona. Kupiła kilka takich w sklepie, jedną dał mi. Myślałam, że sama je pozlepiała ale ona nie lubi piec więc poszła na "łatwiznę". Ja w tym roku oprócz tradycyjnych pierników na choinkę postanowiłam zrobić też i owe choinki. Jedną dam jej :)

 

Składniki na ciasto :

- 1 kg mąki

- 2 jajka

- 1 kosta margaryny (25 dkg)

- 2 szkl. cukru pudru

- słoik miodu (370 g, ja dałam lipowy)

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- 1 i 1/2 opakowania przyprawy do piernika

- 4 łyżeczki kakao

- foremki w kształcie gwazdek róznej wielkości (to do choinek)

- foremki w różnych kształtach (jeśli będziemy chcieli zrobić pierniczki w innych kształtach)

Wszystko razem zagniatam na gładkie ciasto, które potem zawijam w folię lub papier do pieczenia i odstawiam na minimum 1 h do lodówki. To ciasto można też zrobić kilka dni wcześniej i przechowywać w lodówce. Nic mu się nie stanie :)

ciasto

gotowe ciasto

Kolejnym krok to już czysta zabawa dla małych i dużych. Ciasto piernikowe trzeba rozwałkować, jeśli chodzi o moje choineczki to wykrawałam gwiazdki z grubszego ciasta, tak ok 1 cm, bo uważam, że wtedy lepiej się prezentują. Do pierniczków, które będą wisiały na choince wystarczy grubość ok. 0,5 cm. Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni, termoobieg i pieczemy 8-10 minut. Kiedy pierniczki wystygną dekorujemy według uznania. Nie zapomnijcie zrobić wcześniej, przed pieczeniem, otworów w piernikach by móc powiesić je potem na choince :)

Choineczki :

Wycinałam gwiazdki w różnych wielkościach, każda taką sama ilość razy. Te najmniejsze, zaraz po upieczeniu, kiedy były gorące (uwaga na palce!!!), nabijałam na wykałaczki, bo one będą robiły za czubek drzewka. Potem wbijałam je w górne (ostatnie na moim drzewku), gwiazdki.

wycinanie

upieczone

Po wystudzeniu łączę poszczególne elementy, od największego do najmniejszego. Od Was zależy jaka będzie wysoka choinka i jak ją ozdobicie. Im więcej gwiazd tym wyższe drzewko. Łączenie odbywa się za pomocą lukru.

Lukier :

- sok z cytryny

- cukier puder

- 1 łyżeczka oliwy (wtedy lukier tak nie pęka)

Ucieram cukier puder z sokiem i oliwą. Reguluję jego gęstość za pomocą soku lub cukru. Ciężko mi podać proporcję, bo zależy ona od naszego uznania, jak bardzo intensywnie chcemy ozdabiać choinki:) Jako, że posiadam barniki spożywcze to jedną część lukru zafarbowałam na zielono.

choineczki

choinka

Na choinki zużyłam połowę porcji ciasta a z reszty zrobiłam z pomocą siostrzenic pierniki, które będa zdobić świateczne drzewka i u mnie i u nich, bo z tej porcji wychodzi dużo pierniczków.

 

Smacznie pozdrawiam !

 

niedziela, 11 grudnia 2011

Czasem zdarzają się dni, kiedy chciałabym zrobić kulinarnie coś tylko dla siebie. Moje kucharzenie opiera się głównie na sprawianiu przyjemności innym bo uważam, że tylko w ten sposób mam szansę przygotować na prawdę pysze jedzonko i najważniejsze - rzeczy mają sens a w tym też gotowanie, tylko wtedy, kiedy robi się je z myślą o innych. Kiedy jednak zostaję sama i nachodzi mnie ochota na małe "kulinarne" grzeszki, przygotowuję sobie tą małą przekąskę. Zajadając ją zamykam oczy i odpływam daleko w śródziemnomorskie krainy...

Wymyśliłam je przypadkiem, kiedy razu pewnego będąc na zakupach zauważyłam ser z pomidorami i bazylią. Nie będę podawała nazwy producenta, bo nie chcę robić reklamy a wiem, że zainteresowane osoby będą wiedziały pewnie o co mi chodzi :)

 

Zapraszam więc w podróż pełną aromatów i doznań smakowych!

 

Co będzie potrzebne?

- chwila wolnego czasu :)

- chęć na relaks :)

- pół opakowania sera feta z pomidorami i bazylią

- czarne oliwki (tyle sztuk ile jest kosteczek sera)

- suszone pomidory (używam zawsze tych własnej roboty)

- wykałaczki

- pół jabłka

- liście sałaty

Na talerzu układam liście sałaty a na niej połowę jabłka. Wyjmuję kostki sera i nadziewam na wykałaczki. Każdą wykałaczkę wbijam w jabłko, jedna przy drugiej, tak by całą połówkę zapełnić koreczkami. Kiedy już zakończę nabijanie sera to zabieram się za odsączenie pomidorów z zalewy. Te moje, własnej roboty mam mniej więcej tej samej wielkości i u mnie na jednego szaszłyczka idzie jeden pomidorek. Wszystko tak na prawdę zależy od tego co kto lubi. Ja suszonych pomidorów nie żałuję bo je uwielbiam. Kolejno nabijam pomidory na szaszłyki z serem. Całości dopełniają u mnie czarne oliwki. Po jednej na każdy koreczek.

szaszłyk

Szybko i jak dla mnie niebo w gębie. Wychodzi taki fajny jeżyk, który będzie jednocześnie ozdobą stołu. Ach, jak ja uwielbiam ten słodkawy smak pomidorów połączony z bazyliową nutą sera... A oliwki to staranne wykonczenie dla tych smaków.

jeżyk

jeżyk2

 

Latem robię troszkę inną wersję: ser łączę ze świeżymi pomidorami i oliwkami lub świeżym ogórkiem. To super przekąska, w sam raz do grilla.

Na prawdę polecam i życzę smacznego! 

 

piątek, 09 grudnia 2011

Dzisiejsza, deszczowa aura zapewnie nie napawa optymizmem wielu osób. Ja jednak bardzo lubię taką pogodę i to z różnych przyczyn.

Przepis, którym chcę się podzielić to moja autorska wersja na zupę pomidorową, taką inną ale na prawdę niesamowicie smaczną, aromatyczną i rozgrzewającą. W sam raz na taką podogę jak ta u mnie dziś lub na siarczyste mrozy, których już się nie mogę doczekać. Opracowanie tego przepisu zajęło mi trochę czasu a ostateczna wersja powstała jakiś rok temu. Powiedzmy, iż to mój ukłon w stronę bardzo lubianego przeze mnie POMIDORA :)

Pan Pomidor to pod względem botanicznym owoc, o czym nie każdy wie. Niezywkle pożyteczny dla naszego organizmu, zawiera cenne witaminy, minerały i Likopen (przeciwutleniacz, który chroni przed rakiem i licznymi chorobami układu krwionośnego). Pomidorów nie powinno sie przechowywać w lodówce, ja tego nigdy nie robie, gdyż zbyt niska temperatura pozbawia pomidory nie tylko smaku i koloru ale też może powodować gnicie.

Z racji tego jak bardzo cenię sobie pomidora, co roku przygotowuję jego zapasy na zimę pod różną postacią. Mam to szczęście, iż mogę zaopatrywać się w owoce ze sprawdzonej hodowli, takiej gdzie nie używa się sztucznych nawozów i oprysków. Latem gości on w czystej postaci codziennie na moim stole a zimą i wiosną najchętniej sięgam po przeciery i suszone pomidory, oczekując własnego sezonu pomidorowego bo temu smakowi i aromatowi nie dorówna żaden "kupny" zimą, choćby w najdroższym sklepie pomidor.

No tak, ja tu się rozpisałam a miał być przepis...

 

Składniki :

- 1 litr gęstego przecieru pomidorowego domowej roboty (nie robiłam tej zupy z wykorzystaniem innych dostepnych na rynku przecierów, tylko z takim domowym)

- pół małego selera (chodzi tylko o posmak i aromat selera)

- 1 mała lub pół dużej cebuli

- pół średniej marchewki

- pojedyńczy filet z kurczaka

- 2 ząbki czosnku

- przyprawy (sól, pieprz, oregano, bazylia, rozmaryn, szuszony czosnek w płatkach)

- olej

- pół szklanki wody

Seler, marchewkę i cebule obieramy i kroimy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oleju i wrzucamy cebulę. Szklimy. Dodajemy seler i marchewkę, dusimy wszystko razem. Do podduszonych warzyw dodaję pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka i podsmażam ją razem z warzywami.  Kiedy wszystko się ładnie poddusi, a trwa to 5-10 minut, zalewam składniki połową szklanki wody. Przykrywam patelnię i na bardzo małym ogniu czekam, aż wszystko się zagotuje. Seler i marchew powinny być miękkie. Jak pewnie zauważyliście do tej pory nie doprawiam w żaden sposób mojej zupy. I tak właśnie być :) Kiedy warzywa zmiękną i wszystko się zagotuję wlewamy przecier pomidorowy, mieszamy i doprowadzamy wszystko do wrzenia (ciągle na małym ogniu). Dopiero teraz doprawiamy do smaku solą, pieprzem i ziołami. Przeciskamy przez praskę czosnek, mieszamy i zostawiamy zupę na 15 minut pod przykryciem by przyprawy sie ładnie połączyły.

pomidorowa przygotowanie

zupa, kurczak i warzywa

zupa 3

Moja zupa jest gęsta, to domowy przecier nadaje jej tej wspaniałej konsystencji i pachnie ziołami. Proponuję podać ją w bulionówce z dodatkiem grzanek z chleba razowego (zawsze mam w domu zapas własnoręcznie przygotowanych grzanek z chleba na zakwasie), i posypać obficie zieloną, posiekaną natką pietruszki.

Niebo w gębie, łąka aromatów a ode mnie zwyczajnie smacznego!

gotowa zupa

16:00, czarodziejkasmakow , Pan Pomidor
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011

"W kociołkach bigos grzano. W słowach wydać trudno. Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną (...)"

Tak Mickiewicz opisuje w "Panu Tadeuszu" bigos. Każdy chyba przyzna, że w kuchni polskiej zajmuje on miejsce honorowe, uznawany jest za danie typowo polskie. Dziś i ja robiłam tą potrawę. Zawsze robię go szybciej bo bigos, który się "przegryzie" jest najlepszy. Ja swój mrożę, podzielony na porcje.

Ten wpis jednak będzie dedykowany czemuś innemu. I jak w tytule dziś podziele się przepisem na zakwas. Lubię buraki pod różną postacią ale barszcz jadam tylko taki na zakwasie. Dla mnie właśnie ta zupa jest symbolem kuchni polskiej, symbolem tradycji no i kiedy co roku, w grudniu nastawiam zakwas to już na 100% wiem, że święta zbliżają się nieubłaganie. W domu barszczu musi być dużo, musi bo ja całe święta żyję tylko właśnie tą potrawą. Wszyscy zajadają się masą różnych innych dań i ciast a ja pochłaniam hurtowo barszcz na zakwasie. Normalnie też nie przepadam za pikantnymi potrawami ale wigilijny barszcz pikantny być musi i tylko taki mi smakuje najbardziej :)

Ale do rzeczy i do działania!

Składniki na zakwas

- buraki (o ilości nie piszę, bo zależy ona od wielkości naczynia w jakim ów zakwas będzie nastawiony)

- woda (przegotowana)

- czosnek ( ja daję dużo czosnku, bo lubię więc na moja glinianą beczułkę idzie tak ze 2 główki)

- odrobina soli

- piętka lub skórka z chleba na zakwasie ( jako, że ja sama piekę chleb na zakwasie to wkładam zawsze go do nastawionego buracznego zakwasu)

 

Buraki obieram, kroję na części. Nie robię tego jakoś tak specjalnie starannie, ot jak jest duży burak to kroję w cząstki a jak mniejszy to na pół. Płukam i układam w glinianej beczułce (słoik też może być). Buraki przekładam czosnkiem, który też jeśli ma duże ząbki przekrajam na pół. Tych buraków to jest zawsze więcej niż pół w tej beczułce. Wodę solę szczyptą soli i zalewam nimi buraki, daję jej tyle by buraki i czosnek były zakryte. Wkładam chleb i odstawiam wszystko na 10 dni. Naczynie z zakwasem przykrywam gazą. U mnie w domu zawsze zakwas stoi 10 dni. Niektórzy mówią, że można trzymać krócej, nie zaprzeczam ale ja robię tak, jak mnie nauczono w domu rodzinnym.

zakwas

 

Jeśli chodzi o chleb dodany do zakwasu to trzeba uważać by nie zaczął pleśnieć. Najlepiej sprawdzać sobie co 2-3 dni jak wygląda i w razie czego zwyczajnie zabrać. Ja dodaję chleb na czystym tylko zakwasie, bez żadnych drożdży i jest ok ale zdarzyło mi się, że kiedy wkładałam kawałek kupionego chleba to pleśniał, więc radzę pilnować.

zakwas z chlebem

Uwielbiam kolor i zapach gotowego już zakwasu, na mnie robi za każdym razem ogromne wrażenie :)

Zawsze robię więcej zakwasu, co zresztą widać na zdjęciach, bo rozdaję znajomym. Jeśli zdarzy się tak, że coś mi mimo wszystko zostanie to przechowuję w słoiku, w lodówce.

Pozdrawiam :)

 

niedziela, 04 grudnia 2011

"W czasie deszczu dzieci sie nudzą (...)" - którz nie zna słów tej piosenki?

Nie to, żebym ja się dziś nudziła ale padało i miałam przerwę w czasie przygotowywania obiadu. Czekałam, aż ziemniaki na kluski śląskie ostygną więc usiadłam sobie z filiżnaką czerwonej herbaty i zbarałam się za dawno nie odwiedzaną lekturę - KUCHNIA POLSKA. Wydanie z 1959 roku, praca zbiorowa pod redakcją dr Stanisława Bergera.

Wyniosłam tą książkę z domu rodzinnego cichaczem, pod jakimś pretekstem i mama chyba zapomniała już o niej.

To książka mojej babci. Zaczęłam przeglądać i czytać te mocno pożółkłe kartki, widać wyraźnie po plamach jak wiele razy była ona używana w kuchni. Najbardziej uderza mnie zawsze w tej książce zapach jej kartek. Uwielbiam czytać i ubóstwiam zapach książek, tych nowych, świeżo zakupionych ale też i tych starych, dotykanych setki razy.

Wędrując po przepisach przystanęłam na kategorii CIASTA UCIERANE. Pierwszą z tego mini działu jest babka ucierana na proszku.

Przypomniało mi się jak jako mała dziewczynka pomagałam przy pieczeniu ciast. Moja babcia ucierała ciasta tylko i wyłącznie ręcznie, w makutrze. Nie chciała używać udogodnień, które już w późniejszych, moich czasach przecież były a mi się to bardzo podobało. Pamiętam, Ona ucierała a ja mogłam tylko zgarniać ze ścianek maktury ciasto bo przecież jeszcze nie dorosłam do tych ważnych i wyczerpującuch czynności głównych. Ile ja się naczekałam nim babcia uznała, że już mogę sama zrobić wszystko od początku do końca. Pierwsze własnoręcznie utarte ciasto... Najpierw spienienie masła, potem dodawanie kolejnych składników i ucieranie, ucieranie a ciasto powoli nabiera koloru, zapachu, wyglądu, robi się gładkie i lśniące, zaczyna pięknie oddychać, tworzą się pecherzyki, które pękają i wiadomo, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ach to były czasy :) Dziś wszystko robi się szybko i wygodnie. Zaczęłam się zastanawiać czy makutra jest jeszcze w domu, musze to sprawdzić i przyznam się, że bardzo chętnie zabrałabym ją do siebie, jeśli mi tylko mama pozwoli.

Kiedy tak wspominałam te moje pierwsze kroki, pomyślałam sobie, że dziś pobawię się w taką manualną od początku do końca pracę i utrę tę babkę ręcznie (pianę też ubiłam ręcznie). Złapałam więc miskę (niestety nie jest to makutra), drewnianą pałkę i uruchomiłam swój zapał do pracy.

 

Babka ucierana na proszku:

- 20 dkg maki pszennej

- 5 dkg mąki ziemniaczanej

- 15 dkg masła

- 15 dkg cukru w mączce (tak jest w przepisie, chodzi oczywiście o cukier puder)

- olejek migdałowy (ja nie miałam więc dałam cytrynowy)

- skórka otarta z jednej cytryny i sok wyciśnięty z tej cytryny

- 4 duże jaja

- cukier waniliowy (dałam całe opakowanie)

- 1/2 paczki proszku do pieczenia

Obie mąki łączymy z proszkiem i przesiewamy. Masło ucieramy na pulchną, białą masę i dodajemy kolejno żółtka, stopniowo przesiany cukier puder, cukier waniliowy, startą skórkę z cytryny, olejek migdałowy i sok z cytryny. Ucieramy wszystko razem starannie. Ubiajmy pianę z białek i dodajemy do ciasta przesypując ją mąką z proszkiem i bardzo delikatnie mieszając. Formę smarujemy masłem i wysypujemy mąką, przekładamy ciasto i wstawiamy do pierkarnika. U mnie w termoobiegu jest to 170 stopnii i 40 minut.

ucieranie

mieszanie ciasta z pianą z białek

Babka wyszła super cytrynowa, lekka i bardzo puszysta. Przynam, bałam się, iż to, że zrezygnowałam z miksera mnie pogrąży dlatego radość była wielka kiedy ujrzałam efekt. Oblałam ja polewą czekoladową własnej roboty i właśnie chwilę temu pokroiłam :)

Smacznego!

 babka ucierana