Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...
czwartek, 30 sierpnia 2012

Pewnego lipcowego popołudnia zrodził się w mojej głowie pomysł, by w tegorocznym letnim sezonie samej przygotować sobie przypraw, które będę potem wykorzystywała jesienią i zimą  w kuchni.

Na pierwszy ogień poszedł czosnek. Nie ukrywam, że było z nim trochę roboty, ale mnie to absolutnie nie zrażało. Obrałam łącznie ponad 50 głowek czosnku, większą cześć zmieliłam i wysuszyłam, a resztę pokroiłam w plasterki i wysuszyłam w tej właśnie postaci.

Potem zabrałam się za pomidory, ale o tym następnym razem.

 

Jeśli chodzi o mielony czosnek, to suszyłam go trochę na słońcu, a jeśli nie było pogody wstawiałam do piekarnika, termoobieg i temp. między 70 a 90 stopnii. Co jakiś czas mieszałam go na blasze, by równomiernie się suszył i pilnowałam, by się nie przypalił. Czosnek w trakcie suszenia zbijał się, dlatego kiedy obsechł i wystygł rozbijałam go w moździerzu, a następnie jeszcze raz mieliłam, aż do uzyskania naprawdę drobnej przyprawy. Pachnie zupełnie inaczej, niż ten kupny, jego aromat i smak niesamowicie wzbogacą każdą potrawę.

Mielony czosnek suszy się niż dłużej, niż ten pocięty w płatkach. Pocięty tak drobno wydziela o wiele więcej soku i dlatego cały proces przebiega dłużej. Szybciej też, pewnie byłby ususzony w samym tylko piekarniku, ale ja korzystałam ze słońca, kiedy była okazja, i dlatego nie podam czasu ile to wszystko powinno trwać.

 

 

Jeśli chodzi o czosnek pokorojony w płatki, to przebieg suszenia jest taki sam, jak przy mielonym, tylko jak wspomniałam wyżej trwa krócej. Też co jakiś czas trzeba go przemieszać na blasze, i pilnować, by się nie spalił.

 

 

 

Naprawdę polecam samodzielne przygotowanie takich przypraw.

 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dzisiaj przepis na coś szybkiego, bardzo sycącego i jednocześnie prostego.

Sałatka, która zadowoli nawet męskie podniebienie.

Pierwszy raz jadłam ją, i robiłam u koleżanki. Ona wypatrzyła ten przepis, a potem opowiadając mi próbowałyśmy zrobić i odtworzyć to, co widziała w tv na talerzu. W trakcie jej przygotowywania, do mieszkania wpadł jej syn, i od progu poinformował nas, że od razu wiedział, że to my coś gotujemy, bo na całej klatce pachnie czosnkiem i pomidorami :)

 

Składniki:

 

- 5 średnich pomidorów

- 30 dkg suchej, pikantnej kiełbasy

- pęczek szczypiorku

- 2 ząbki czosnku

- sól, pieprz

- 2 łyżeczki oliwy z oliwek

- opcjonalnie do sałatki ser typu bałkańskiego, pokrojony w kostkę

 

Pomidory umyć, i pokroić na kawałki - im bardziej pokrojone niedbale, tym sałatka lepsza. Można je też sparzyć i obrać ze skórki, jak ktoś tak lubi, ja z tego zrezygnowałam, gdyż przygotowywałam sałatkę z malinówek, i byłaby to zbrodnia, według mnie, pozbawiać ich skóry. Do pomidorów dodajemy posiekany szczypior, sól i pieprz, oraz oliwę.

Kiełbaskę kroimy i podsmażamy na patelni. Nie dodaję już do niej żadnego tłuszczu. Im kiełbasa jest pikantniejsza, tym efekt końcowy wyborniejszy, do tego przepisu świetnie pasuje hiszpańskie chorizo. Kiedy będzie przyrumieniona, dodaję do niej drobno posiekany czosnek. Smażę chwilę, ciągle mieszając, bo czosnek szybko się przypala, i dodaję do pomidorów. Wszystko razem mieszam i sałatka gotowa. Lubię ją z dodatkiem sera, i oczywiście ze świeżym pieczywem.

 

 

Polecam i aromatycznie pozdrawiam :)

12:21, czarodziejkasmakow , sałatki
Link Komentarze (2) »
środa, 22 sierpnia 2012

Nigdy nie przepadałam za tradycyjnymi, smażonymi plackami ziemniaczanymi. W domu każdy rozpływał się w ich smaku, a ja zawsze omijałam to danie szerokim łukiem.

Wszystko zmieniło się w dniu, w którym pierwszy raz wymyśliłam sobie, że może by taką ziemniaczaną masę czymś wzbogacić, i zamiast smażyć, upiec to w piekarniku.

Jak pomyślałam, tak tez zrobiłam. Efekty poniżej.

 

Składniki:

 

- 4 średnie ziemniaki

- pół czerwonej papryki

- pół żółtej papryki

- pół cebuli (może być czerwona, wtedy doznania wzrokowe będą większe)

- 1 średnia marchew

- 2 ząbki czosnku

- 2 łyżki startego żółtego sera

- 2 łyżki siekanej natki pietruszki

- 2 łyżki siekanego szczypiorku

- 1 jajko

- sól, pieprz

 

 

Ziemniaki i marchewkę obieramy, i trzemy na tarce o grubych oczkach. To samo robimy z cebulą. Papryki oczyszczamy, i kroimy w paseczki. Czosnek wyciskamy przez praskę, lub drobno siekamy.Wszystko mieszamy razem, dodajemy natkę, szczypiorek, starty żólty ser oraz jajko. Nie dodaję do tej masy w ogóle mąki, nie jest to potrzebne. Na koniec doprawiamy wszystko solą i pieprzem do smaku. Piekarnik nastawiam na 200 stopnii, termoobieg. Blaszkę wykładam papierem do pieczenia, smaruję papier odrobiną oleju i dopiero na to nakładam porcje masy, formując zgrabne placuszki. Z tej porcji wyjdzie ok. 10 placuszków. Zależy jak kto rozkłada. Placki piekę ok. 20 minut, tak by się przyrumieniły.

 

 

Placuszki podaję w następujący sposób:

układam je na przemian z plasterkami pomidora i polewam sosem czosnkowym.

 

 

 

Smacznie pozdrawiam :)