Oświadczam, iż zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. czarodziejkasmakow@gazeta.pl
Świat magii, tych już poznanych i tych jeszcze nieodkrytych smaków, moc wrażeń i pasja, która mam nadzieję będzie trwała wiecznie...
sobota, 17 grudnia 2011

Lubię korzenne zapachy. Co roku więc piekę na święta piernik i pierniczki. Piernik zaczęłam robić już w listopadzie, teraz dojrzewa i kiedy wszystkie moje prace nad nim się zakończą to zaprezentuję go tutaj :)

Dziś chciałabym podzielić się moimi piernikowymi choinkami.

Ciasto na pierniki zagniotłam w nocy, leżakowało w lodówce do rana. Odkąd pamiętam, u mnie w domu pierniki na choince wisieć muszą, te własnej roboty oczywiście. Polane lukrem, ozdabiane przez dzieci jak im tylko się zamarzy... Rok temu dostałam od siostry piernikową choinkę, była piękna, bogato ozdobiona. Kupiła kilka takich w sklepie, jedną dał mi. Myślałam, że sama je pozlepiała ale ona nie lubi piec więc poszła na "łatwiznę". Ja w tym roku oprócz tradycyjnych pierników na choinkę postanowiłam zrobić też i owe choinki. Jedną dam jej :)

 

Składniki na ciasto :

- 1 kg mąki

- 2 jajka

- 1 kosta margaryny (25 dkg)

- 2 szkl. cukru pudru

- słoik miodu (370 g, ja dałam lipowy)

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- 1 i 1/2 opakowania przyprawy do piernika

- 4 łyżeczki kakao

- foremki w kształcie gwazdek róznej wielkości (to do choinek)

- foremki w różnych kształtach (jeśli będziemy chcieli zrobić pierniczki w innych kształtach)

Wszystko razem zagniatam na gładkie ciasto, które potem zawijam w folię lub papier do pieczenia i odstawiam na minimum 1 h do lodówki. To ciasto można też zrobić kilka dni wcześniej i przechowywać w lodówce. Nic mu się nie stanie :)

ciasto

gotowe ciasto

Kolejnym krok to już czysta zabawa dla małych i dużych. Ciasto piernikowe trzeba rozwałkować, jeśli chodzi o moje choineczki to wykrawałam gwiazdki z grubszego ciasta, tak ok 1 cm, bo uważam, że wtedy lepiej się prezentują. Do pierniczków, które będą wisiały na choince wystarczy grubość ok. 0,5 cm. Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni, termoobieg i pieczemy 8-10 minut. Kiedy pierniczki wystygną dekorujemy według uznania. Nie zapomnijcie zrobić wcześniej, przed pieczeniem, otworów w piernikach by móc powiesić je potem na choince :)

Choineczki :

Wycinałam gwiazdki w różnych wielkościach, każda taką sama ilość razy. Te najmniejsze, zaraz po upieczeniu, kiedy były gorące (uwaga na palce!!!), nabijałam na wykałaczki, bo one będą robiły za czubek drzewka. Potem wbijałam je w górne (ostatnie na moim drzewku), gwiazdki.

wycinanie

upieczone

Po wystudzeniu łączę poszczególne elementy, od największego do najmniejszego. Od Was zależy jaka będzie wysoka choinka i jak ją ozdobicie. Im więcej gwiazd tym wyższe drzewko. Łączenie odbywa się za pomocą lukru.

Lukier :

- sok z cytryny

- cukier puder

- 1 łyżeczka oliwy (wtedy lukier tak nie pęka)

Ucieram cukier puder z sokiem i oliwą. Reguluję jego gęstość za pomocą soku lub cukru. Ciężko mi podać proporcję, bo zależy ona od naszego uznania, jak bardzo intensywnie chcemy ozdabiać choinki:) Jako, że posiadam barniki spożywcze to jedną część lukru zafarbowałam na zielono.

choineczki

choinka

Na choinki zużyłam połowę porcji ciasta a z reszty zrobiłam z pomocą siostrzenic pierniki, które będa zdobić świateczne drzewka i u mnie i u nich, bo z tej porcji wychodzi dużo pierniczków.

 

Smacznie pozdrawiam !

 

niedziela, 11 grudnia 2011

Czasem zdarzają się dni, kiedy chciałabym zrobić kulinarnie coś tylko dla siebie. Moje kucharzenie opiera się głównie na sprawianiu przyjemności innym bo uważam, że tylko w ten sposób mam szansę przygotować na prawdę pysze jedzonko i najważniejsze - rzeczy mają sens a w tym też gotowanie, tylko wtedy, kiedy robi się je z myślą o innych. Kiedy jednak zostaję sama i nachodzi mnie ochota na małe "kulinarne" grzeszki, przygotowuję sobie tą małą przekąskę. Zajadając ją zamykam oczy i odpływam daleko w śródziemnomorskie krainy...

Wymyśliłam je przypadkiem, kiedy razu pewnego będąc na zakupach zauważyłam ser z pomidorami i bazylią. Nie będę podawała nazwy producenta, bo nie chcę robić reklamy a wiem, że zainteresowane osoby będą wiedziały pewnie o co mi chodzi :)

 

Zapraszam więc w podróż pełną aromatów i doznań smakowych!

 

Co będzie potrzebne?

- chwila wolnego czasu :)

- chęć na relaks :)

- pół opakowania sera feta z pomidorami i bazylią

- czarne oliwki (tyle sztuk ile jest kosteczek sera)

- suszone pomidory (używam zawsze tych własnej roboty)

- wykałaczki

- pół jabłka

- liście sałaty

Na talerzu układam liście sałaty a na niej połowę jabłka. Wyjmuję kostki sera i nadziewam na wykałaczki. Każdą wykałaczkę wbijam w jabłko, jedna przy drugiej, tak by całą połówkę zapełnić koreczkami. Kiedy już zakończę nabijanie sera to zabieram się za odsączenie pomidorów z zalewy. Te moje, własnej roboty mam mniej więcej tej samej wielkości i u mnie na jednego szaszłyczka idzie jeden pomidorek. Wszystko tak na prawdę zależy od tego co kto lubi. Ja suszonych pomidorów nie żałuję bo je uwielbiam. Kolejno nabijam pomidory na szaszłyki z serem. Całości dopełniają u mnie czarne oliwki. Po jednej na każdy koreczek.

szaszłyk

Szybko i jak dla mnie niebo w gębie. Wychodzi taki fajny jeżyk, który będzie jednocześnie ozdobą stołu. Ach, jak ja uwielbiam ten słodkawy smak pomidorów połączony z bazyliową nutą sera... A oliwki to staranne wykonczenie dla tych smaków.

jeżyk

jeżyk2

 

Latem robię troszkę inną wersję: ser łączę ze świeżymi pomidorami i oliwkami lub świeżym ogórkiem. To super przekąska, w sam raz do grilla.

Na prawdę polecam i życzę smacznego! 

 

piątek, 09 grudnia 2011

Dzisiejsza, deszczowa aura zapewnie nie napawa optymizmem wielu osób. Ja jednak bardzo lubię taką pogodę i to z różnych przyczyn.

Przepis, którym chcę się podzielić to moja autorska wersja na zupę pomidorową, taką inną ale na prawdę niesamowicie smaczną, aromatyczną i rozgrzewającą. W sam raz na taką podogę jak ta u mnie dziś lub na siarczyste mrozy, których już się nie mogę doczekać. Opracowanie tego przepisu zajęło mi trochę czasu a ostateczna wersja powstała jakiś rok temu. Powiedzmy, iż to mój ukłon w stronę bardzo lubianego przeze mnie POMIDORA :)

Pan Pomidor to pod względem botanicznym owoc, o czym nie każdy wie. Niezywkle pożyteczny dla naszego organizmu, zawiera cenne witaminy, minerały i Likopen (przeciwutleniacz, który chroni przed rakiem i licznymi chorobami układu krwionośnego). Pomidorów nie powinno sie przechowywać w lodówce, ja tego nigdy nie robie, gdyż zbyt niska temperatura pozbawia pomidory nie tylko smaku i koloru ale też może powodować gnicie.

Z racji tego jak bardzo cenię sobie pomidora, co roku przygotowuję jego zapasy na zimę pod różną postacią. Mam to szczęście, iż mogę zaopatrywać się w owoce ze sprawdzonej hodowli, takiej gdzie nie używa się sztucznych nawozów i oprysków. Latem gości on w czystej postaci codziennie na moim stole a zimą i wiosną najchętniej sięgam po przeciery i suszone pomidory, oczekując własnego sezonu pomidorowego bo temu smakowi i aromatowi nie dorówna żaden "kupny" zimą, choćby w najdroższym sklepie pomidor.

No tak, ja tu się rozpisałam a miał być przepis...

 

Składniki :

- 1 litr gęstego przecieru pomidorowego domowej roboty (nie robiłam tej zupy z wykorzystaniem innych dostepnych na rynku przecierów, tylko z takim domowym)

- pół małego selera (chodzi tylko o posmak i aromat selera)

- 1 mała lub pół dużej cebuli

- pół średniej marchewki

- pojedyńczy filet z kurczaka

- 2 ząbki czosnku

- przyprawy (sól, pieprz, oregano, bazylia, rozmaryn, szuszony czosnek w płatkach)

- olej

- pół szklanki wody

Seler, marchewkę i cebule obieramy i kroimy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oleju i wrzucamy cebulę. Szklimy. Dodajemy seler i marchewkę, dusimy wszystko razem. Do podduszonych warzyw dodaję pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka i podsmażam ją razem z warzywami.  Kiedy wszystko się ładnie poddusi, a trwa to 5-10 minut, zalewam składniki połową szklanki wody. Przykrywam patelnię i na bardzo małym ogniu czekam, aż wszystko się zagotuje. Seler i marchew powinny być miękkie. Jak pewnie zauważyliście do tej pory nie doprawiam w żaden sposób mojej zupy. I tak właśnie być :) Kiedy warzywa zmiękną i wszystko się zagotuję wlewamy przecier pomidorowy, mieszamy i doprowadzamy wszystko do wrzenia (ciągle na małym ogniu). Dopiero teraz doprawiamy do smaku solą, pieprzem i ziołami. Przeciskamy przez praskę czosnek, mieszamy i zostawiamy zupę na 15 minut pod przykryciem by przyprawy sie ładnie połączyły.

pomidorowa przygotowanie

zupa, kurczak i warzywa

zupa 3

Moja zupa jest gęsta, to domowy przecier nadaje jej tej wspaniałej konsystencji i pachnie ziołami. Proponuję podać ją w bulionówce z dodatkiem grzanek z chleba razowego (zawsze mam w domu zapas własnoręcznie przygotowanych grzanek z chleba na zakwasie), i posypać obficie zieloną, posiekaną natką pietruszki.

Niebo w gębie, łąka aromatów a ode mnie zwyczajnie smacznego!

gotowa zupa

16:00, czarodziejkasmakow , Pan Pomidor
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011

"W kociołkach bigos grzano. W słowach wydać trudno. Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną (...)"

Tak Mickiewicz opisuje w "Panu Tadeuszu" bigos. Każdy chyba przyzna, że w kuchni polskiej zajmuje on miejsce honorowe, uznawany jest za danie typowo polskie. Dziś i ja robiłam tą potrawę. Zawsze robię go szybciej bo bigos, który się "przegryzie" jest najlepszy. Ja swój mrożę, podzielony na porcje.

Ten wpis jednak będzie dedykowany czemuś innemu. I jak w tytule dziś podziele się przepisem na zakwas. Lubię buraki pod różną postacią ale barszcz jadam tylko taki na zakwasie. Dla mnie właśnie ta zupa jest symbolem kuchni polskiej, symbolem tradycji no i kiedy co roku, w grudniu nastawiam zakwas to już na 100% wiem, że święta zbliżają się nieubłaganie. W domu barszczu musi być dużo, musi bo ja całe święta żyję tylko właśnie tą potrawą. Wszyscy zajadają się masą różnych innych dań i ciast a ja pochłaniam hurtowo barszcz na zakwasie. Normalnie też nie przepadam za pikantnymi potrawami ale wigilijny barszcz pikantny być musi i tylko taki mi smakuje najbardziej :)

Ale do rzeczy i do działania!

Składniki na zakwas

- buraki (o ilości nie piszę, bo zależy ona od wielkości naczynia w jakim ów zakwas będzie nastawiony)

- woda (przegotowana)

- czosnek ( ja daję dużo czosnku, bo lubię więc na moja glinianą beczułkę idzie tak ze 2 główki)

- odrobina soli

- piętka lub skórka z chleba na zakwasie ( jako, że ja sama piekę chleb na zakwasie to wkładam zawsze go do nastawionego buracznego zakwasu)

 

Buraki obieram, kroję na części. Nie robię tego jakoś tak specjalnie starannie, ot jak jest duży burak to kroję w cząstki a jak mniejszy to na pół. Płukam i układam w glinianej beczułce (słoik też może być). Buraki przekładam czosnkiem, który też jeśli ma duże ząbki przekrajam na pół. Tych buraków to jest zawsze więcej niż pół w tej beczułce. Wodę solę szczyptą soli i zalewam nimi buraki, daję jej tyle by buraki i czosnek były zakryte. Wkładam chleb i odstawiam wszystko na 10 dni. Naczynie z zakwasem przykrywam gazą. U mnie w domu zawsze zakwas stoi 10 dni. Niektórzy mówią, że można trzymać krócej, nie zaprzeczam ale ja robię tak, jak mnie nauczono w domu rodzinnym.

zakwas

 

Jeśli chodzi o chleb dodany do zakwasu to trzeba uważać by nie zaczął pleśnieć. Najlepiej sprawdzać sobie co 2-3 dni jak wygląda i w razie czego zwyczajnie zabrać. Ja dodaję chleb na czystym tylko zakwasie, bez żadnych drożdży i jest ok ale zdarzyło mi się, że kiedy wkładałam kawałek kupionego chleba to pleśniał, więc radzę pilnować.

zakwas z chlebem

Uwielbiam kolor i zapach gotowego już zakwasu, na mnie robi za każdym razem ogromne wrażenie :)

Zawsze robię więcej zakwasu, co zresztą widać na zdjęciach, bo rozdaję znajomym. Jeśli zdarzy się tak, że coś mi mimo wszystko zostanie to przechowuję w słoiku, w lodówce.

Pozdrawiam :)

 

niedziela, 04 grudnia 2011

"W czasie deszczu dzieci sie nudzą (...)" - którz nie zna słów tej piosenki?

Nie to, żebym ja się dziś nudziła ale padało i miałam przerwę w czasie przygotowywania obiadu. Czekałam, aż ziemniaki na kluski śląskie ostygną więc usiadłam sobie z filiżnaką czerwonej herbaty i zbarałam się za dawno nie odwiedzaną lekturę - KUCHNIA POLSKA. Wydanie z 1959 roku, praca zbiorowa pod redakcją dr Stanisława Bergera.

Wyniosłam tą książkę z domu rodzinnego cichaczem, pod jakimś pretekstem i mama chyba zapomniała już o niej.

To książka mojej babci. Zaczęłam przeglądać i czytać te mocno pożółkłe kartki, widać wyraźnie po plamach jak wiele razy była ona używana w kuchni. Najbardziej uderza mnie zawsze w tej książce zapach jej kartek. Uwielbiam czytać i ubóstwiam zapach książek, tych nowych, świeżo zakupionych ale też i tych starych, dotykanych setki razy.

Wędrując po przepisach przystanęłam na kategorii CIASTA UCIERANE. Pierwszą z tego mini działu jest babka ucierana na proszku.

Przypomniało mi się jak jako mała dziewczynka pomagałam przy pieczeniu ciast. Moja babcia ucierała ciasta tylko i wyłącznie ręcznie, w makutrze. Nie chciała używać udogodnień, które już w późniejszych, moich czasach przecież były a mi się to bardzo podobało. Pamiętam, Ona ucierała a ja mogłam tylko zgarniać ze ścianek maktury ciasto bo przecież jeszcze nie dorosłam do tych ważnych i wyczerpującuch czynności głównych. Ile ja się naczekałam nim babcia uznała, że już mogę sama zrobić wszystko od początku do końca. Pierwsze własnoręcznie utarte ciasto... Najpierw spienienie masła, potem dodawanie kolejnych składników i ucieranie, ucieranie a ciasto powoli nabiera koloru, zapachu, wyglądu, robi się gładkie i lśniące, zaczyna pięknie oddychać, tworzą się pecherzyki, które pękają i wiadomo, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ach to były czasy :) Dziś wszystko robi się szybko i wygodnie. Zaczęłam się zastanawiać czy makutra jest jeszcze w domu, musze to sprawdzić i przyznam się, że bardzo chętnie zabrałabym ją do siebie, jeśli mi tylko mama pozwoli.

Kiedy tak wspominałam te moje pierwsze kroki, pomyślałam sobie, że dziś pobawię się w taką manualną od początku do końca pracę i utrę tę babkę ręcznie (pianę też ubiłam ręcznie). Złapałam więc miskę (niestety nie jest to makutra), drewnianą pałkę i uruchomiłam swój zapał do pracy.

 

Babka ucierana na proszku:

- 20 dkg maki pszennej

- 5 dkg mąki ziemniaczanej

- 15 dkg masła

- 15 dkg cukru w mączce (tak jest w przepisie, chodzi oczywiście o cukier puder)

- olejek migdałowy (ja nie miałam więc dałam cytrynowy)

- skórka otarta z jednej cytryny i sok wyciśnięty z tej cytryny

- 4 duże jaja

- cukier waniliowy (dałam całe opakowanie)

- 1/2 paczki proszku do pieczenia

Obie mąki łączymy z proszkiem i przesiewamy. Masło ucieramy na pulchną, białą masę i dodajemy kolejno żółtka, stopniowo przesiany cukier puder, cukier waniliowy, startą skórkę z cytryny, olejek migdałowy i sok z cytryny. Ucieramy wszystko razem starannie. Ubiajmy pianę z białek i dodajemy do ciasta przesypując ją mąką z proszkiem i bardzo delikatnie mieszając. Formę smarujemy masłem i wysypujemy mąką, przekładamy ciasto i wstawiamy do pierkarnika. U mnie w termoobiegu jest to 170 stopnii i 40 minut.

ucieranie

mieszanie ciasta z pianą z białek

Babka wyszła super cytrynowa, lekka i bardzo puszysta. Przynam, bałam się, iż to, że zrezygnowałam z miksera mnie pogrąży dlatego radość była wielka kiedy ujrzałam efekt. Oblałam ja polewą czekoladową własnej roboty i właśnie chwilę temu pokroiłam :)

Smacznego!

 babka ucierana

sobota, 03 grudnia 2011

Oskar Pischinger to wiedeński cukiernik, który wymyślił torcik z wafli w drugiej połowie XIX wieku.

W moim domu rodzinnym robiło się pischingera często i zawsze w atmosferze wielkiego oczekiwania na efekt końcowy czyli na konsumpcję :) Mama w sobotę rano nastawiała mleko z cukrem, które gotowało sie i gotowało dla nas dzieci w nieskończoność. Potem przekładanie wafli i oczekiwanie na ostygnięcie masy pod ciężarem -  to trwało chyba jeszcze dłużej w naszym przekonaniu i kiedy wreszcie można było się dorwać i pokroić to cudo byliśmy przeszczęśliwi.

Ja po tylu latach zajadania się tym waflem przyznaję, że dziś jest on dla mnie zdecydowanie za słodki. Mój mąż jednak uwielbia chrupać pischingera więc robię go zawsze na Jego życzenie.

W sieci przepisów na tą słodycz jest mnóstwo. Ja nie zważając na to chciałabym jednak podzielić się swoją wersją i spostrzeżeniami, jakie wysnuły mi się w ciągu tych wszystkich "razów" przygotowywania pischingera.

 

Co jest potrzebne do wafla?

- 1 litr mleka (zawsze używam mleka 3,2%)

- 1 kg cukru

- 2 opakowania wafli (mogą być okrągłe, mogą też być kwadratowe, jak kto woli)

To składniki, które używała moja mama. Ja jednak, jak zaznazyłam wyżej robię pischingera "pod" smak męża więc dodaję jeszcze:

- 2-3 łyżki kakao (jego ilość zależy tak na prawdę od jakości kakao)

- pół kostki masła (nie margaryny!!!)

Mleko i cukier mieszam i nastawiam w garnku na małym ogniu by się gotowało. Zawsze biorę dużo większy garnek bo kiedy stawiałam pierwsze kroki z pischingerem masa lubiała mi wykipieć. Teraz już się to nie zdarza ale przyzwyczajenie pozostało. Masę gotuje się długo, nie potrafię wskazać dokładnie czasu bo ja nastawiam ją i zajmuję się np. sprzątaniem, od czasu do czasu tylko sprawdzam jej stan i przemieszam. Nauczyłam się rozpoznawać jej gotowośc do dalszej obróbki po zapachu i kolorze. Jest też taki sposób by nabrać troszkę masy na łyżeczkę i wylać ja na folię lub papier do pieczenia i jeśli masa szybko zastygnie oznacza to, iż jest już gotowa.

Tak wygląda gotowa masa z mleka i cukru:

gotowa masa

W gotowej masie, powoli ręcznie mieszając, rozpuszczam masło. Masło sprawi, że masa będzie gładka i lśniąca. Nabierze jak ja to mówię ogłady i stanie się jak jedwab delikatna. Po rozpuszczeniu masła dodaję kakao, trzeba je szybko mieszać by nie powstały grudki. Ja robię to też ręcznie ale można się wspomóc mikserem jeśli ktoś bardzo będzie chciał. Teraz pozostaje już tylko przełożyć wafle jeden po drugim. Robię to starannie, tak by brzegi nie zostały suche, tylko cała powierzchnia była pokryta masą. Gdy położę już ostatniego wafla owijam torcik papierem do pieczenia, wkładam między dwie deski(takie duże do krojenie warzyw czy mięsa), i na wierzchnią deskę kładę odważnik. Ja mam akurat taki, który waży 10 kg ale w każdym domu można znaleść coś cięzkiego, czym dociśniemy pischingera. Powinien swoje odstać, masa ma ostygnąć i dobrze połączyć się z waflami. U mnie nigdy nie trwa to jednak zbyt długo bo mąż szybko chce się zabrać za krojenie i konsumpcję.

Smacznego!

gotowy pischinger

 

10:48, czarodziejkasmakow , na słodko
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 grudnia 2011

Czym dla mnie jest kuchnia?

To serce domu, bez tego miejsca nie było by nic.

To wizytówka, przynajmniej moja.

To także moje królestwo i miejsce gdzie rodzą się zapachy i smaki, które najpierw ubrane w myśli znajdują swój ostateczny kształt i wyraz na talerzu.

Moja babcia mawiała często, że kiedy kuchnia lśni nienaganną czystością znaczy to, iż mało się jej używa. Jako dziecko, kiedy tego słuchałam, kręciłam głową bo przecież porządek w domu to ważna rzecz a porządek w kuchni to priorytet...

Dziś już  na szczęscie wiem co miała na myśli :)

W mojej kuchni spędzam sporo czasu bo chcę, bo lubię, dlatego, że to daje mi największą satysfakcję...

Powodów jest mnóstwo ale jest jeden główny - kiedy zaczynam gotować czy piec świat staje się bajką, wkraczam w obszar magii i nieskończonej niezwykłości, poznaję nowe miejsca a potem mogę to wszystko ofiarować tym, którzy próbują tych dań.

Bo z każdego, nawet najbardziej pospolitego smaku można zrobić ucztę jaka się nikomu wcześniej nie śniła...

14:42, czarodziejkasmakow , ogólnie
Link Dodaj komentarz »